Jako mała dziewczynka, dążyłam do realizacji swoich marzeń.
Dążyłam do doskonałości i niezależności.
Chciałam być kimś wielkim.
Chciałam być doceniona oraz kochana.
Mieć rodzinę i przyjaciół, którzy wspieraliby mnie przy realizacji moich pragnień.
Nikt nie powiedział, że nieodwzajemniona miłość może stoczyć mnie na samo dno.
- Czyli hera i koks to było to, co ją zabiło? - Zapytał nie dowierzając.
- To on. On ją zabił - wskazała palcem na stojącego nad grobem chłopaka.
- Co?! Jak to, on ją zabił? Zamordował ją!? To dlaczego nie jest w więzieniu? - wykrzyknął zbulwersowany.
- Wyrwał jej serce - mówiła powoli. - Pociął na małe kawałeczki i wrzucając je w ogień śmiał się w niebo głosy. Umierała sama, samotna jak palec. Tylko to dawało jej nadzieję - wypowiadając te słowa sięgnęła ręką do swej torebki.
Wyciągnęła czarny, zniszczony zeszyt i wręczyła go swemu rozmówcy. Ten zaś otworzył go i przeczytał pierwszą stronę, po czym głośno westchnął i rzekł: To jej... Jej pamiętnik. A czy on.. Czy on wie?
- Nie. Nikt tego jeszcze nie czytał.
- Dajmy mu to. Niech zobaczy co zrobił.
- Spójrz.. On już wystarczająco cierpi.
- No i?
- Daj spokój. Chodźmy się przejść.
Była mi bliska. Może nie spędzałem z nią dużo czasu, ale była jest i będzie moją mała siostrzyczką. Muszę to zrobić. Wiem, że nie powinienem. Wiem że to nie przywróci jej życia ale muszę. Muszę wiedzieć dlaczego się nie pożegnała..